Siedzę jak ten skryba i skrobię pracę magisterską.
W założeniu miała być już dawno skończona, życie jednak jak zawsze skorygowało moje plany. Nie mam za grosz talentu do poprawnego szacowania czasu potrzebnego na wykonanie czegokolwiek. Na domiar wszystkiego końcóweczka jakoś się tak rozślimaczyła... Tusz w klawiaturze się kończy... ;))
Jednym słowem - płot ten już niemalże przeskoczyłem,
ino skacząc zahaczyłem szlufką o żerdź i troszkę muszę się jeszcze pomocować by po drugiej stronie się znaleźć.
Jak zawsze będzie dobrze! Trzymajcie kciuki :)

To moja trolownia :D
PS: Alcia w czasie, kiedy ja skrobię dzieło o naprężeniu granicznym, walczy z nowym programem do obróbki (tym razem) wideo :D